O przymiarkach do kulturystyki

Budowę ciała i siłę odziedziczyłem po ojcu, który grał w hokeja i w piłkę ręczną, a we mnie zaszczepił zamiłowanie do sportu. Długo przymierzałem się do kulturystyki, bo wydawało mi się, że to sport nie dla mnie. Zaczynałem od judo. Nawet nie przypuszczałem wtedy, że będę kiedyś uprawiał sport siłowy, bo gdy tylko trener judo kazał robić jakieś ćwiczenia siłowe, to oszczędzałem się, jak tylko było można.

Potem z przyczyn finansowych rozpadła się sekcja judo, a coś trzeba było robić. Znalazłem piwnicę, w której ćwiczyli jacyś ludzie i bawiłem się tam małymi ciężarami trzy razy w tygodniu po pół godziny.

Jeszcze później okazało się, że miałem zadatki na silnego faceta, bo w dniu swoich osiemnastych . urodzin na ławce poziomej wycisnąłem sztangę o wadze 150 kg. Dziś dbam głównie o proporcje sylwetki, ale na ławce poziomej wyciskam sztangę o wadze 220 kg, z tym samym ciężarem robię też dwanaście przysiadów w serii. Potrafię także zza karku wycisnąć kilka razy sztangę o wadze 170 kg.

O mamie, która wie co dobre

W odpowiednim czasie trzymam reżim dietetyczny, bo inaczej być nie może, ale po zawodach jadę do mamy na „obóz żywieniowy”, a ona cieszy się, że nareszcie jestem normalny, bo znowu, jak kiedyś, zjadam wszystko, co stoi na stole. Dla odmiany, gdy przygotowuję się do zawodów, mama bardzo się martwi, że syn ciągle katuje się tym okropnym kurczakiem.

O terroryzmie domowym

Wiem, że niektórym zawodnikom trudno jest zachować spokój ducha podczas różnych wyrzeczeń w trakcie przygotowań do zawodów. Swoje emocje wyładowują na członkach rodziny, bo inaczej nie potrafią. Ja akurat nie jestem domowym terrorystą. Wychodzę z założenia, że lepiej wyładować emocje na ciężarach, a wobec rodziny zachowywać się jak normalny mąż i ojciec. Zresztą w tym roku zastosowałem wobec siebie specjalną terapię polegającą na rozmowie z samym sobą. To dobra metoda, taka „rozmowa” wcale nie nudzi, a wprost przeciwnie – łagodzi obyczaje.

O rywalizacji ze sobą

Kulturystyka tak naprawdę nie jest sportem, w którym jeden zawodnik rywalizuje z drugim. Tu każdy rywalizuje ze sobą. To sędziowie oceniają, kto jest najlepszy, a każdy z nas robi tylko to, co może.

Dla mnie nagrodą jest nie to, że dostałem medal. Liczy się przede wszystkim zadowolenie z postępów. Sukcesem jest dobry wygląd i miejsce wśród najlepszych.

O wyrzutach sumienia

Gdyby nie kulturystyka, to I nadal uprawiałbym judo. To I świetny sport, w którym wy-I grywa się przez ustępowanie przeciwnikowi i wykorzystywanie jego siły. Ale robię to, co robię, treningi siłowe weszły mi już w krew, więc trudno byłoby z nich zrezygnować. Przypuszczam, że bardziej bym się zmęczył nie trenując niż teraz, gdy intensywnie ćwiczę. Człowiek już tak się zaangażował w to wszystko, że nie wyobraża sobie zmiany stylu życia. Naprawdę, mam wyrzuty sumienia, gdy z powodu jakichś okoliczności „łagodzących” przerwę dietę albo nie pójdę na trening.

O granicach możliwości

Myślę, że jest jeszcze za wcześnie, aby określić granicę możliwości w kulturystyce. Mam jednak nadzieję, że takiej granicy nie da się nigdy określić sztywno. Jeżeli będziemy ćwiczyć rozsądnie, to nigdy do tej granicy nie dojdziemy, dzięki czemu będziemy mieć przynajmniej poczucie bezpieczeństwa.

A swoją drogą jakaś granica możliwości może być nawet widoczna, ale rzecz w tym, aby była nieosiągalna, bo jednak smutno się robi na myśl, że coś mogłoby się stać i człowiek nagle musi przerwać uprawianie ulubionej dyscypliny.

Spis Treści:

https://elliegoulding.pl/marek-olejniczak-kulturysta-cz-1/

https://elliegoulding.pl/marek-olejniczak-kulturysta-cz-2/

https://elliegoulding.pl/marek-olejniczak-kulturysta-cz-3/

Komentarze
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Dla Ciała

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Stylowe ozdoby do włosów

Wykorzystując ozdoby do włosów można znacznie zmienić charakter całej fryzury. Dlatego war…